Wszystkie nuty życia

(1 opinia klienta)

Maja nie chce niczego czuć. Tak jest bezpieczniej. Łatwiej. Ma nadzieję, że życie w obcym mieście pozwoli jej zapomnieć o tragedii i pustce, której nic nie może wypełnić.

Życiem Mikołaja jest muzyka i to dzięki niej zawsze odnajdywał zapomnienie. Zimowy wieczór i jedna niewłaściwa decyzja sprawi, że wszystko się zmieni.

Łączy ich poczucie winy, dzieli bolesna przeszłość.

Czy dwa złamane serca będą w stanie znaleźć wspólny rytm? Czy miłość może wygrać z nienawiścią?

  1. PapieroweStrony

    PapieroweStrony

    Maja Orzechowska z dnia na dzień traci ukochanego przyjaciela. Postanawia “uciec”gdzieś daleko by zapomnieć. Porzuca dom, rodzinę, miasto, by zacząć życie od nowa, jednak wciąż boi się zapomnieć o kochanej osobie, która jednocześnie jest przyczyną koszmarów, które nie dają dziewczynie spać.

    Mikołaj Zdybicki żył muzyką. Wszystko się zmieniło z chwilą, gdy znajduje swoją siostrę w zaułku. Poczucie winy sprawia, że szuka zemsty, nie szanując tego co ma na wyciągnięcie ręki.
    Życie tych dwojga zaczyna się zmieniać z chwilą, gdy się poznają. Czy na lepsze?

    Maja i Mikołaj, w sumie dość typowe dwa przeciwieństwa, jednak w bardzo ciekawym pomyśle autorskim.

    Jedyne co ich początkowo łączy to tragedia z przeszłości. Ona z jednej strony chce zapomnieć, ale z drugiej zupełnie na odwrót, czuje, że jeśli zapomni ukochanego przyjaciela, to go straci na zawsze i okaże się go niegodna.

    Mikołaj, znów żyje wyrzutami sumienia i pragnieniem zemsty. Obarcza się winą za niepełnosprawność siostry. Los, czy też jak ktoś woli, przeznaczenie, sprawiają, że Majka i Mikołaj wpadają na siebie na jednej z studenckich imprez. I chyba to właśnie było przełomem w ich życiu, dwie zupełnie obce sobie osoby, które coś przyciąga. Mimo że wtedy między nimi do niczego nie dochodzi, to jednak nie mogą o sobie zapomnieć.

    Natalia Murawska, młoda, pisząca osóbka, ma to coś, jeśli chodzi o niezwykłość w kreowaniu historii. Niby romans, niby coś dość przewidywalnego, a jednak tak wyjątkowo ubrane w słowa, emocje, że porusza czytelnika do głębi.

    To historia dwóch rozbitków, którzy potrzebują swoistego kompasu na drodze życia, który pokaże im właściwy kierunek, by ostatecznie nie rozbić się o skały.

    Historia Majki i Mikołaja to swoisty dowód na to, że po traumatycznych wydarzeniach z przeszłości można się podnieść i zbudować coś nowego. Jest to możliwe, kiedy w naszym życiu pojawia się ktoś, kto potrafi spojrzeć na to z boku, pomóc zrozumieć nasz ból i trzymając za rękę przeprowadzić przez piekło koszmarów. Autorka przypomina też, że to co dla innych wydaje się być końcem świata, wcale nie oznacza, że tak jest naprawdę, a idealnym przykładem jest tu siostra Mikołaja.

    Plusy tej historii, to fantastyczni bohaterowie, których nie da się nie polubić, z doskonałym wyczuciem opisane dramaty z przeszłości łamiące serce z każdą, kolejną, przeczytaną kartką. Wszechobecna muzyka, którą po prostu czujesz, nawet kiedy czytasz w ciszy do tego obłędny zapach szarlotki…

    Jeśli miałabym się czegoś przyczepić, to chyba jedynie tego, że chwilami miałam wrażenie, że związek dwójki bohaterów był zbyt idealny, dopieszczony, gdzie wszystko dzieje się dokładnie tak, jak sobie mogłybyśmy wyobrażać. Jednak nie mam tu na myśli cukierkowych wyznań, wręcz mdlących opisów, myślę, że po przeczytaniu zrozumiecie moje odczucia.

    Jak widzicie cudna okładka to nie jedyny atut tej książki, to naprawdę kawał dobrej lektury z nietuzinkową historią i pięknymi kreacjami bohaterów. Polecam!