Przebudzenie króla

(1 opinia klienta)

Poszukiwania Glendowera trwają. Gansey i jego przyjaciele – Adam, Ronan, Noah i Blue – z każdym dniem są coraz bliżej znalezienia kryjówki legendarnego walijskiego króla. Czasu jest jednak coraz mniej. By ocalić Ganseya, który według przepowiedni niedługo umrze zabity pocałunkiem Blue, muszą obudzić go jak najszybciej. Krok za nimi czają się jednak ciemność i groza, bardziej przerażające niż cokolwiek, czego do tej pory zaznali… Czy i tym razem dadzą radę stawić jej czoła? I czy wszyscy wyjdą cało z tego ostatniego starcia?

Przebudzenie króla to ostatnia część bestsellerowego cyklu Maggie Stiefvater. Przekonaj się, jak kończy się opowieść o magii i miłości, która porwała czytelników na całym świecie.

  1. Natalia

    Natalia

    Długo czekałam i zbierałam się w sobie, by skończyć tę serię. Z jednej strony stęskniłam się za Ganseyem i jego wesołą kompanią i chciałam znowu poczuć ten cudowny klimat, który urzekł mnie w pierwszym tomie. Natomiast z drugiej, po nieudanej “Wiedźmie z lustra”, obawiałam się finału. Specjalnie dla niego zerwałam się rano i zamiast w objęcia Morfeusza, wpadłam w ramiona magii.

    Poszukiwania Glendowera dobiegają końca. Podobnie jest z życiem Ganseya. Chłopak wie, że umrze, że to Blue, jego miłość, ma go zabić pocałunkiem. Kiedy on ściga się ze śmiercią, jego przyjaciele walczą z potężnym demonem. Coś zaczyna atakować Cabeswater, czego skutki odczuwają Adam i Ronan. Koszmary, niemożność panowania nad swoim ciałem, to tylko początek ich kłopotów. A właśnie ten las dał początek wszystkiemu i w nim wszystko ma się skończyć. Czy bohaterom uda się ocalić Cabeswater oraz Ganseya? Czy w końcu odnajdą Glendowera?

    Czy jestem oczarowana finałem? I tak, i nie. Doczekałam się związku Adama i Ronana, tak bardzo do siebie pasują, nawet nie wiecie, jak mocno im kibicowałam. A co najlepsze, ich wątek zajmuje całkiem sporą część fabuły, więc pod tym względem jestem bardzo zadowolona. Bohaterowie dojrzeli, moim zdaniem szczególnie widać to po Adamie, lecz pozostał sobą, tym starym Adamem sprzed umową z Cabeswater i tym po niej. Podobnie Gansey i Ronan, wciąż charyzmatyczni, jedyni w swoim rodzaju. Blue pozostała neutralna, nic do niej nie mam. Za to do paczki dołączył Henry, polubiłam go, troszeczkę żałuję, że autorka wprowadziła go tak późno. Kolejną rzeczą, która mnie urzekła, są opisy. Wiem, wiem, ja i zachwycanie się opisami to coś niemożliwego, ale jednak. Czułam tę magię, jakbym znajdowała się we wszystkich tych miejscach, uczestniczyła w rytuałach i snach.

    Więc co mi się nie podobało? Czarne charaktery. Stiefvater zupełnie nie potrafi ich dobrze wykreować. Nie budzą przerażenia, nie są tak mroczne, jakimi mogłyby się wydawać z opisów. Wspomniana w recenzji “Wiedźmy z lustra” Piper nadal jest nijaka, nawet ja budzę większe przerażenie niż ona. Autorka wprowadza również nowych bohaterów, można powiedzieć, że bierze ich z powietrza. Pojawiają się na chwilę, po czym znikają z prędkością światła. Przykładem tego jest Atremus. Jest, potem go nie ma, znowu jest na chwilę i znika. Wydaję mi się, że miał rolę do odegrania, ale autorka po prostu nie umiała wykorzystać jego potencjału. Albo miał być po prostu zwykłym zapychaczem.

    Ciężko będzie mi zakończyć przygodę z Blue i jej kruczymi chłopcami. Naprawdę ich polubiłam, mimo początkowej niechęci do niektórych. Choć mam kilka uwag, uważam że ostatni tom trzyma poziom i nawet lekko przebija pierwszy. Być może sięgnę także po “Opal”, ponieważ jestem ciekawa, jak potoczą się losy Ronana i Adama.