Był sobie pies 2

(1 opinia klienta)

Mała Clarity June opuszcza ukochaną babcię oraz jej psa i wyjeżdża z matką do wielkiego miasta. Psiak przeżył już wiele wcieleń i sporo się o ludziach nauczył. Miał różne imiona: Bailey, Toby, Ellie, Koleżka…

Tym razem powraca, aby wypełnić nowe zadanie. Spotyka dorastającą Clarity, wnuczkę ukochanego przyjaciela Ethana. Dziewczynka ma talent do pakowania się w kłopoty, więc Bailey w swoim nowym wcieleniu musi jej strzec i zrobić wszystko, żeby była szczęśliwa. Razem czeka ich mnóstwo przygód pełnych wzruszeń i radości!

Ten oddany i kochany pies pomoże swojej pani zrealizować jej marzenia i odnaleźć prawdziwą miłość. Czasami będzie musiał odejść, by zaraz znów powrócić jako inny czworonożny przyjaciel. Jednak nie zamierza się poddawać – musi być dzielnym psem! Jedno wie na pewno: życie jest na tyle pomerdane, że zawsze warto trzymać się razem.

Oto zabawna i wzruszająca opowieść o przyjaźni, oddaniu i poświęceniu, która wielokrotnie cię zaskoczy. Odkryj świat widziany oczami psa i przekonaj się, że psia miłość jest wieczna!

  1. Dizzy

    Dizzy

    Znacie powieść “Był sobie pies”? Nie? To szybko nadrabiajcie, bo już na dniach ukaże się drugi tom o przygodach nietuzinkowego czworonoga, którego misją jest chronienie bliskich osób. Pierwsza część ogromnie mnie zachwyciła, podobnie ekranizacji i bardzo się cieszę, że znów mogę spotkać się z tym niesamowitym bohaterem!

    “Grzejąc się w słońcu na drewnianym pomoście wychodzącym na staw, wiedziałem tyle: miałem na imię Koleżka i byłem grzecznym pieskiem.”

    Tymi słowami zaczyna się kolejna przygoda z Bailey’em, a raczej psem o wielu imionach – wszak za każdym razem wraca w innym wcieleniu. Podobnie jak w przypadku poprzedniego tomu, tak i tutaj to on jest narratorem i opowiada nam swoją historię. Muszę tutaj powiedzieć, że Bailey (pozwólcie, że tak będę go nazywać) to jeden z moich ulubionych powieściowych narratorów. Jest ciepły sympatyczny, poczciwy – czytając po prostu ciężko się nie uśmiechnąć! Na dodatek kilkukrotnie złapałam się na tym, że głaszczę okładkę, mówiąc dobry piesek – chyba za bardzo wczułam się w lekturę… Ale jak tu nie wczuć się, gdy Bailey to połacie nieograniczonej miłości?

    W “Był sobie pies 2” nie zabrakło również wzruszeń. Choć byłam przygotowana na powroty i odejścia bohatera, to i tak uroniłam wiele łez. W. Bruce Cameron to prawdziwy okrutnik, bo przy tej serii nie sposób się nie popłakać – i ze smutku, i z wzruszenia, i z radości, i ze śmiechu… Jeśli kiedyś się odwodnię, to z pewnością on będzie temu winny! Niemniej można mu to wybaczyć z wielu względów – choćby merdającego ogonkiem bohatera. Bailey to najprawdziwszy anioł stróż, a w tym tomie jego zadaniem jest opieka nad wnuczką Ethana, Clarity. Doskonale wie jak ją pocieszyć, jak być przyjacielem, jak – wiem, że już to wspominałam – być dobrym pieskiem. I mimo tego, ze nie zawsze spotyka się z dobrem od ludzi, tak sam oferuje tylko dobro – niekiedy obślinione, ale… takie jest najlepsze!

    W. Bruce Cameron po raz kolejny wyśmienicie ukazał psi punkt widzenia na świat. Jest to zdecydowanie jedna z najbardziej pozytywnych pozycji, które ostatnimi czasy przeczytałam. Nie tylko porusza i wciąga, ale i ładuje człowieka pozytywną energią oraz zmusza do refleksji – choćby traktowania bliźniego i sensu życia. Oczywiście, jest to czysta fikcja, często naiwna, ale posiada w sobie wiele uniwersalnych prawd i lekcji. Polecam z całego serducha – nie tylko dla miłośników czworonogów!